Shop Mobile More Submit  Join Login
×

:iconanatheila: More from anatheila


Featured in Collections

Hetalia by MasterWszechrzeczy

literature by Yamelia

APH by Lugiia07


More from DeviantArt



Details

Submitted on
June 19, 2012
File Size
26.8 KB
Link
Thumb

Stats

Views
1,627
Favourites
30 (who?)
Comments
83
×
Doktor Ross wszedł do gabinetu dyrektora i nie czekając na zaproszenie, usiadł w jednym z foteli. Bolał go bark, nie spał już drugą noc, a zanosiło się na to, że kolejnej też nie prześpi.
- Jak idą prace nad pierwszą próbką? – zapytał dyrektor, pomijając powitanie. Zdawał się nie patrzeć na doktora, zainteresowany jedynie przekładaniem leżących przed nim papierów.
- Nie najlepiej. Produkt jest już prawie gotowy, jednak wciąż nie wiemy, jak zareaguje na niego ludzki organizm. Próby na zwierzętach nie mają sensu, a ludzie…
- Jeśli potrzebuje pan ludzi do eksperymentu, znajdę ich.
Doktor spojrzał na niego, nie kryjąc szoku. Dyrektor wyczuł to spojrzenie, bo na chwilę przestał kartkować dokumenty i popatrzył na Rossa.
- Martwi pana, że to nieetyczne? – zapytał. – Proszę się nie denerwować. Jeśli zaoferuje się odpowiednią sumę, zgłosi się mnóstwo ochotników. Nikt nikogo nie będzie zmuszał. A jeśli nie będzie chętnych, zawsze możemy sięgnąć po skazańców, bezdomnych…
- Nie zgadzam się – przerwał mu doktor, przerażony wizją dyrektora. Był lekarzem, nie może eksperymentować na ludziach…
- Doktorze – powiedział dyrektor, odkładając papiery na stół i splatając na blacie dłonie. – Zdaję sobie sprawę z tego, jak to brzmi. Ale po to pan tu jest. Ma pan wykorzystać ten produkt, by pomagać ludziom. Każdy lek musi być przetestowany, ten także. Wyznaczyłem do tego zadania pana, ponieważ jest pan najlepszy, ale jeśli pan się waha, mogę zatrudnić kogoś innego. Tylko że wtedy eksperymenty mogą być bardziej… uciążliwe dla pacjentów.
Lekarz milczał, trawiąc te słowa. Dyrektor patrzył na niego przez chwilę, nim znowu się odezwał.
- Niech pan weźmie się w garść i przestanie wszędzie dopatrywać się masowego mordu. Dla własnego dobra i dla dobra pana przyszłych pacjentów. Rozumiemy się?
Mierzyli się przez chwilę wzrokiem. W końcu lekarz zrezygnowany kiwnął głową. Dyrektor wyraźnie się rozjaśnił.
- Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy – powiedział. Stuknął palcem w plik kartek leżących przed nimi. Na pierwszej z nich dało się odczytać tekst: „Na mocy międzynarodowego porozumienia rządów oraz za zgodą obywateli…". – Jeśli zabraknie panu materiału do produkcji, mogę…
- To nie będzie konieczne – odpowiedział doktor. Czuł w ustach gorzki smak. Czy tak smakuje wstręt do samego siebie? – Pański ostatni pomysł dostarczył wystarczającą liczbę obiektów do eksperymentu. Nawet mimo ucieczki tych dwóch…
- Proszę sobie nie łamać tym głowy – dyrektor machnął ręką. – Na wolności bardziej się nam przydadzą. Poza tym, niedługo może pan oczekiwać kolejnych obiektów.
Ross spojrzał pytająco na dyrektora, który uśmiechnął się lekko.
- Co…
Nim zdążył zadać pytanie, drzwi do gabinetu rozwarły się z hukiem. Do środka wszedł wysoki mężczyzna o groźnym wyrazie twarzy. Zmierzył Rossa spojrzeniem, pod którym doktor mimowolni zadrżał, i skierował wzrok na dyrektora. Szybko podszedł do biurka. Tuż za nim biegła wystraszona sekretarka, tłumacząc się, że nie mogła powstrzymać tego człowieka.
- Ochrona! – krzyknął Ross, zrywając się z fotela. – Proszę natychmiast wezwać ochronę!
- Doktorze, proszę się uspokoić – powiedział dyrektor, nie spuszczając wzroku z nieproszonego gościa. Gestem dłoni wyprosił sekretarkę. – W czym mogę panu pomóc, panie…?
Zamiast się przedstawić, mężczyzna rzucił na biurko dwie zgięte w pół kartki.
- Chcę to anulować – powiedział. Jego głos zawibrował nisko.
Dyrektor powoli sięgnął po papier i przyjrzał się tekstowi, który tak doskonale znał, i swojemu podpisowi na samym końcu. Potem znów spojrzał na obcego.
- Wie pan, że naruszył pan prywatną korespondencję? – zapytał. – Te listy nie były adresowane do pana.
- Wiem. Nie powinny do nich trafić. Chcę je anulować.
Dyrektor westchnął i rzucił papiery na stół.
- Sealandia – zaczął – nie jest państwem ogólnie uznanym, dlatego zawarto międzynarodową ugodę, by zrezygnować z personifikacji w osobie Petera Kirklanda. Z kolei decyzję o zdjęciu tej odpowiedzialności z Tina Väinämöinena została podjęta przez rząd fiński. Jak więc pan widzi, to sprawa rządowa, Stowarzyszenie Wyzwolonych jest tylko wykonawcą. Dlatego nie mogę nic dla pana zrobić.
- To wy chcecie ich zniszczyć. Na pewno możecie to jakoś zatrzymać.
- Nikogo nie niszczymy – odpowiedział dyrektor. – Skąd takie plotki? My dajemy szansę, by personifikacje mogły żyć dalej normalnie. To rządy się ich pozbywają i to do nich proszę kierować swoje pretensje. My chcemy tylko pomóc.
Ross widział jak olbrzymie dłonie obcego mężczyzny zaciskają się w pięści. Kim on był?
- Ta sprawa w żaden sposób pana nie dotyczy – zaczął ostrożnie, pragnąc znaleźć odpowiedź na dręczące go pytanie. – Dlaczego więc pan tak się tym przejmuje?
Mężczyzna zmroził go spojrzeniem.
- To moja rodzina – odpowiedział krótko.
„Rodzina?", pomyślał Ross. „Przecież to nie są ludzie…"
- Doktorze, proszę – syknął dyrektor, po czym zwrócił się do mężczyzny. – Domyśliłem się, że rozmawiam ze Szwecją. Powiem to jeszcze raz. Nic nie możemy zrobić. Rządy zleciły nam tę pracę, zapłaciły za nią, a my ją wykonamy.
- Zapłacę, ile będzie trzeba…
- Wątpię – rzucił dyrektor. – Tu nie chodzi o pieniądze, tylko o wizerunek i dobre imię firmy.
Szwecja milczał przez chwilę. Ross widział jego napiętą twarz, ale nie potrafił odczytać z niej żadnych emocji. Spojrzał więc na dyrektora, który pod maską powagi zdawał się uśmiechać z zadowoleniem. „Co on znowu knuje?".
- Zrobię wszystko – odezwał się Szwecja, przerywając milczenie. – Zostawcie ich w spokoju, a zrobię dla was wszystko.
Dyrektor zamyślił się. Ross wiedział jednak, że udaje, że właśnie takiej deklaracji oczekiwał.
- Nie mogę niczego obiecać – odpowiedział powoli, jakby podejmował ciężką decyzję. – Ale postaram się odsunąć termin wykonania naszych działań. W tym czasie będzie pan mógł skontaktować się z odpowiednimi władzami i negocjować z nimi. W zamian za to jednak…
Gdy dyrektor wyłuszczał swoją propozycję, Ross po raz pierwszy zdołał zauważyć emocje na twarzy Szwecji. Widział, jak ten blednie, a jego szczęki zaciskają się nerwowo.
- Jaka jest pana decyzja? – zakończył dyrektor.
Szwecja się zawahał. A potem rysy jego twarzy stwardniały.
Odpowiedział.

„Vania?".
Głos był dziewczęco wysoki i brzmiał trochę dziecinnie. Był ciepły.
„Vania, zimno ci?".
Chciał odpowiedzieć, ale nie mógł. Łzy paliły go w gardle.
„Vania, dlaczego płaczesz?"
Drobne ręce, tylko trochę większe od jego własnych, dotknęły jego twarzy. Otarły łzę. Widział nad sobą błękitne oczy. Tak, były ciepłe.
„Vania, nie płacz. Jestem tu".
Dłonie chwyciły jego szalik, delikatnie go poprawiły. A potem mocno zacisnęły na jego szyi. Zakaszlał.
„Ja się tobą zaopiekuję".
Materiał wbijał się w krtań. Brakowało mu tchu, przed oczami latały ciemne plamy. A potem nagle ucisk zelżał. Gwałtownie wciągnął powietrze do płuc.
„Vania".
Plamy nie zniknęły sprzed jego oczu. Opadły na tę twarz tuż nad nim, przylgnęły do skóry i wgryzły się w nią. Chorobliwe znamię przykryło znane rysy. Wyciągnął rękę i ich dotknął.
Były zimne.
„Zaopiekuję się tobą".


Rosja gwałtownie otworzył oczy i rozejrzał się po ciemnym pokoju. Musiał zasnąć w fotelu, a zdrętwiałe od niewygodnej pozycji ciało w końcu dało o sobie znać i wyrwało go z tego złego snu. Niepewnie uniósł dłoń i przejechał nią po krtani.
Tak, to był tylko zły sen.
Siedział jeszcze przez chwilę w fotelu, starając się nie myśleć o niczym istotnym, jednak przed oczami wciąż miał błękitne oczy Ukrainy, wyzierające z twarzy pokrytej sinymi plamami. Wzdrygnął się.
Wtedy odezwał się telefon. Szybko poderwał się, gdy tylko zobaczył na wyświetlaczu numer lekarza jego siostry. Odebrał.
- Nie mam dobrych wieści – powiedział lekarz. Rosja zacisnął dłoń na telefonie. – Rozumiem, że przekazywanie takich wiadomości przez telefon jest niewłaściwe, ale musieliśmy ogłosić kwarantannę. Choroba prawdopodobnie jest zakaźna, nie mogę więc ryzykować, że…
- Co z moją siostrą?
Na chwilę zapadło milczenie. Lekarz westchnął cicho.
- Przykro mi – odpowiedział w końcu.
Telefon wypadł z bezwładnej dłoni Ivana i roztrzaskał się o podłogę.

- Co takiego? Feliks…
- Ciszej! – syknął Eduard. – Nie po to ci to mówię, żeby wszyscy od razu się o tym dowiedzieli.
Raivis patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami. Przyłożył dłoń do ust, jakby chciał cofnąć głośno powiedziane słowa i szybko rozejrzał się wokół.
Byli w parku niedaleko domu Łotwy, gdzie zaaferowany Eduard zażądał spotkania, wydzwaniając do niego z samego rana. Teraz było południe, kręciło się niewielu ludzi, wszyscy jednak zajęci swoimi sprawami nie zwracali uwagi na dwóch rozmawiających mężczyzn.
- Teraz rozumiem, dlaczego nie chciałeś się spotkać u mnie w domu – powiedział cicho, zwracając się do Estonii. – Opowiedz, jak to się stało.
Eduard pokrótce przedstawił wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Potem z posępnym wyrazem twarzy dodał:
- Zabraliśmy go potem do mnie do szpitala.
- Zwariowaliście?! – wykrzyknął Raivis, ale zgromiony spojrzeniem, ponownie zniżył głos. – A jeśli ktoś by się dowiedział?
- A co mieliśmy zrobić? Działo się z nim coś niedobrego, rzucał się i krzyczał... Jak nam potem odleciał, to nie mogliśmy go ocucić. Do tej pory jest nieprzytomny. Zawieźliśmy go do jednego z moich szpitali, pracują tam zaufani ludzie, więc nic złego nie może się stać. Chyba.
Milczeli przez chwilę.
- Co powiedział lekarz? – zapytał w końcu Raivis, przyglądając się gołębiom na chodniku.
- Nie potrafił powiedzieć, co mu dolega. Zrobili mu kompleksowe badania, szczególnie głowy… Ma obrzęk mózgu, dlatego zapadł w śpiączkę.
- Kiedy się obudzi?
Eduard nie odpowiedział od razu. Zacisnął dłonie na brzegu ławki, na której siedział.
- Nie wiadomo. Lekarze nie dają mu dużych szans, więc… Prawdopodobnie nigdy.
Przez chwilę wokół nich nie było słychać nic innego poza trzepotem skrzydeł i gruchaniem gołębi.
- Potem zabraliśmy go do Torisa – odezwał się w końcu Eduard, zniżając głos niemal do szeptu. – Ukryliśmy go u niego w piwnicy, załatwiłem sprzęt…
- Dlaczego uciekł? – zapytał nagle Raivis, nie odrywając wzroku od ptaków. Estonia spojrzał na niego, nie rozumiejąc. – Dlaczego uciekł od Stowarzyszenia Wyzwolonych? Przecież nie chcieli nic złego, miał potem żyć jak normalny człowiek…
- Raivis, co ty…
- Pomyśl trochę. Nie jest łatwo być personifikacją, sam doskonale o tym wiesz. My należymy do słabszych krajów, nikt się z nami nie liczy, wszyscy wykorzystują… I tak przez wieki, a wcale nie zanosi się na poprawę. Nie jesteśmy już potrzebni. Ja nie jestem potrzebny.
- Przestań.
- Jestem już zmęczony, Eduard. Zmęczony ciągłym byciem tym słabszym. Zazdroszczę Feliksowi tej szansy, której on tak się opiera. Mój rząd dał mi jasno do zrozumienia, że nie chce rezygnować z personifikacji, a ja…
- Przestań! – krzyknął Estonia, zrywając się z ławki. Wystraszone gołębie z furkotem odleciały. – Przestań wygadywać te bzdury! Nie jesteś potrzebny? Żyjesz dlatego, że ktoś uważa cię za potrzebnego. A ten ktoś to cały twój naród. Jak możesz ich w taki sposób zdradzać?
Raivis poderwał głowę i spojrzał na Eduarda ze złością.
- To, co mówisz, jest niesprawiedliwe! – rzucił.
- Niesprawiedliwe? Twój przyjaciel leży w śpiączce niemal bez szans na wybudzenie się z niej, ścigany za to, że chce żyć, to jest niesprawiedliwe. A ty zazdrościsz mu jego losu!
- Feliks nie jest moim przyjacielem!
Po tych słowach zapadła cisza. Estonia przycisnął dłonie do czoła.
- Feliks uciekł od Wyzwolonych z jakiegoś powodu. Lubi się stawiać, to fakt, ale tym razem było inaczej. Nim stracił przytomność, starał się nas ostrzec, że Wyzwoleni nie są dobrzy.
Raivis nie odpowiedział. Eduard patrzył na niego przez chwilę ze smutkiem.
- To wszystko, co chciałem ci powiedzieć – odezwał się w końcu. – Jeśli chciałbyś odwiedzić Feliksa, to wiesz, dokąd pójść. Uważaj na siebie.
Łotwa nie patrzył, jak jego przyjaciel odchodzi. Wpatrywał się w gołębie, które zdecydowały się ponownie przylecieć na chodnik przed ławką. Po długiej chwili wyciągnął telefon i wybrał numer.
- Mówi Raivis Galante – powiedział, gdy po drugiej stronie odezwał się głos sekretarki: „Biuro Stowarzyszenia Wyzwolonych. W czym mogę pomóc?". – Mogę mówić z dyrektorem?
Rozmowa nie trwała długo.
- Tak. Zdecydowałem się – powiedział Raivis. Gołębie zerwały się z łopotem skrzydeł, zupełnie bez powodu.

Austria był ostatnim państwem, które przeszło rewizję przed wejściem na salę konferencyjną. Fakt, że nic przy nim nie znaleźli, w dziwny sposób go rozdrażnił.
- To jakiś skandal – powiedział do Francisa, który stał najbliżej. W życiu nie odezwałby się do niego pierwszy, gdyby nie to, że musiał się komuś wyżalić, a zawsze przy nim obecna Elizaveta z niewiadomych powodów nie zjawiła się na konferencji.
Francis posłał mu długie spojrzenie, ale nie odpowiedział.
- Traktują nas jak jakiś podejrzany element, przeszukują jak sklepowych złodziejaszków – perorował Roderich. – Zupełnie jakby się spodziewali, że wniesiemy pod marynarką armatę.
- Szwajcarii prawie się to udało – mruknął Francja, spoglądając na siedzącego przy osobnym stoliku Vasha. Jeden z ochroniarzy Wyzwolonych wykładał przed nim różnego rodzaju broń palną, wyjętą z jego torby i marynarki. Gdy Vash dostrzegł spojrzenie Austrii i Francji, spurpurowiał i odwrócił się z obrażoną miną.
- W jego przypadku taka kontrola nie wydaje się być zła – skomentował Roderich.
U szczytu stołu stanęła wysoka kobieta i objęła salę wzrokiem.
- Czy mogę prosić wszystkich o zajęcie miejsc? – zapytała. Nie mówiła głośno, jednak jej dźwięczny głos niósł się ponad głowami zebranych.
- Oto powód, dla którego tutaj jesteśmy – mruknął Arthur, siadając obok Francisa i Rodericha. Rozejrzał się po zebranych. – Zauważyliście? Znowu nas ubyło.
- Wszyscy boją się tej choroby, na którą zapadła Ukraina – odpowiedział Francja. – Wiele państw woli odpuścić sobie konferencję z Wyzwolonymi i zostać w domu, niż narażać się na zakażenie.
- Witam państwa na konferencji poświęconej działaniom Stowarzyszenia Wyzwolonych – odezwała się znowu kobieta. Jej jasny uśmiech i figura modelki przyciągały spojrzenia. – Zdecydowaliśmy się na spotkanie z państwem po otrzymaniu wielu próśb o wyjaśnienia dotyczących naszej organizacji. Zaniepokoił nas fakt, że postrzegani jesteśmy jako instytucja, która ma służyć likwidacji państw. By udowodnić, że tak nie jest, pragnę przybliżyć państwu zakres działań Stowarzyszenia i firmy mu podlegającej…
Konferansjerka mówiła długo, używając kwiecistych i trudnych słów. Ameryka i Włochy przestali słuchać niemal od razu. Gdy przemowa się skończyła, na sali dało się słyszeć szmery, powoli zmieniające się w harmider. Ponad hałas wybił się głos Anglii.
- Wszystko ładnie, pięknie. Jesteście zatrudniani przez rząd do, jak to pani ujęła, „bezbolesnego rozdzielenia" natury personifikacji od natury ludzkiej. Po prostym zabiegu eks-personifikacja może żyć dalej jak człowiek. Mam tylko jedno pytanie: skąd wiecie, że taki jest efekt? Robiliście to już wcześniej?
- Tak.
Szum w pomieszczeniu wzmógł się. Padały pytania i okrzyki, ale stojąca u szczytu stołu kobieta milczała, czekając na ciszę.
- Zamknąć się! – ryknął Niemcy, nikt go jednak nie słuchał.
- Kto to był?
- Dlaczego nic o tym nie wiemy?
- Chcemy go zobaczyć!
- Obawiam się, że to niemożliwe – odpowiedziała kobieta. Gdy tylko padło pierwsze słowo z jej ust, gwar ucichł. – Na prośbę rządu i ze względów bezpieczeństwa człowiek ten nic nie pamięta. Nie byłoby dobrze niepokoić go teraz, gdy nie jest już państwem, prawda?
- Mamy więc uwierzyć wam na słowo? Kto to jest? Chcemy chociaż nazwisko!
- Jest normalnym człowiekiem, nie mogę więc przekazywać jego danych osobowych, nawet jeślibym chciała. Na pewno zauważyli państwo, kogo wśród was brakuje i łatwo mogą się domyślić, o kogo chodzi.
Wszyscy jak na zawołanie zaczęli nerwowo rozglądać się po sali. Zbyt dużo miejsc było jednak pustych. Znowu rozległy się krzyki, tym razem pełne zawodu i pretensji.
- Prosimy o zaufanie – ponownie odezwała się kobieta. – Zapewniamy dobrą opiekę i profesjonalny zabieg, który nie stanowi zagrożenia dla życia. Nie chcemy, by ci z państwa, którzy otrzymają rządowe powiadomienie, czuli się przerażeni, zagubieni lub zdradzeni. Nie chcemy dopuścić do takiej sytuacji, jaka miała miejsce w przypadku Polski i Prus. Nie robimy nikomu krzywdy, chcemy tylko pomóc. Podejrzewamy, że zbiegli Prusy i Polska mogą być ciężko chorzy, dlatego jedynym rozwiązaniem…
Drzwi do sali konferencyjnej otwarły się z głośnym zgrzytem. Do środka wszedł Rosja, rozejrzał się błędnym wzrokiem po zebranych i ruszył przed siebie.
Konferansjerka, niezadowolona, że przerwano jej monolog, spojrzała gniewnie na Ivana.
- Przepraszam – zapytała – czy przeszedł pan kontrolę, zanim…
- Zamknij się – rzuciła Białoruś, wchodząc za bratem. W jej oczach błyszczało ledwo wstrzymywane szaleństwo.
Rosja stanął obok Ameryki i spojrzał na niego z góry.
- A więc to ty – powiedział.
- No, ja – odparł głupio Alfred, nie rozumiejąc. – Ale o co… Hej!
- Morderca! – warknął Ivan, chwytając Amerykę za przód kurtki i podrywając do góry. Kilka siedzących przy nim państw krzyknęło przerażonych.
- Nie rozumiem… o co… ci chodzi… - wycedził Alfred. Niemal zawisł w powietrzu, jedynie czubkami butów dotykając podłogi.
- Ej! Puść go! – zawołał Arthur, podrywając się z miejsca, ale czyjaś ręka zacisnęła się w żelaznym uścisku na jego ramieniu. Obejrzał się za siebie.
- Nie mieszaj się w to – syknęła Białoruś, wbijając palce w łokieć Anglii. – Jeden głupi ruch, a złamię ci rękę.
- Najpierw wyjaśnijcie, co tu się dzieje!
Arthur zauważył, jak w oczach Natalii zalśniły łzy. Szybko jednak otarła twarz wolną ręką, więc nie był pewien, czy mu się nie przywidziało.
- Stany Zjednoczone Ameryki Północnej – rozległo się od drzwi. Stał tam ten sam mężczyzna, który jeszcze nie tak dawno wypędził ich z tej sali na mocy nowego rozporządzenia. Za nim stał oddział ubranych na czarno ludzi z błękitnym symbolem Wyzwolonych na ramionach. – Jesteś aresztowany pod zarzutem zabójstwa na personifikacji Ukrainy.
- Co takiego? – zapytał Anglia, przerywając ciszę. Gdy tylko to powiedział, spadła lawina pytań, pełnych niedowierzania i szoku, na które nikt nie uzyskiwał odpowiedzi.
Rosja nie wypuszczał z rąk Ameryki.
- Morderca – powtórzył. – Zaufałem ci. A ty ją zabiłeś.
- Ja nie… - urwał Alfred, gdy palce Ivana zacisnęły się na jego szyi. Zamiast głosu, z jego gardła dobył się skrzek.
- To ty zaproponowałeś pomoc mojej siostrze. To jedna z twoich klinik się nią opiekowała. A tymczasem… eksperymentowałeś sobie na niej!
- Jakie macie dowody? – zapytał Niemcy, spoglądając z ukosa na Feliciano. Dobrze, że Włochy tak panicznie bał się iść do lekarza i nie zrobił tego mimo usilnych próśb i gróźb Ludwiga.
Rosja wypuścił z rąk Amerykę, który chwycił się za ściśnięte gardło i rozkaszlał się. Zaraz też pochwyciło go kilku ludzi z czarnego oddziału.
Ivan podszedł do stołu i rzucił na blat plik kartek. Były na nich imiona państw, głównie tych, które nie pojawiły się na spotkaniu: Tajwan, Seszele, Korea, Grecja, Holandia… Japonia sięgnął po jedną z kartek, na której widniało jego nazwisko, i głośno odczytał.
- „Obiekt eksperymentalny numer 27, Japonia, ludzkie imię: Kiku Honda… Kontakt z wirusem: brak. Dostarczyć do kliniki. Zatwierdzono, A. F. Jones…". Co to ma znaczyć? Dlaczego jest tu podpis Ameryki?
Ameryka patrzył na papier z pobielałą twarzą, gdy tymczasem Wyzwoleni zakuwali go w kajdanki.
- Nie pamiętam – odpowiedział, czując na sobie nienawistny wzrok zebranych. – Nie pamiętam, bym to podpisywał.
Rozdział trzeci, ostatni przed prawdopodobnym hiatusem - praca wzywa, więc czasu na pisanie będzie mniej. Ale będę się starać.

Rozbijania na kolejne wątki ciąg dalszy. A to jeszcze nie koniec, ciastko dla tego, kto się w tym nie pogubi:XD:

Wrzucane na świeżo, po pobieżnym przeglądnięciu tekstu. Dawać znać, jak jakieś byki się uchowają.

Rozdział drugi: [link]
Rozdział czwarty: [link]
Add a Comment:
 
:iconjubiliana:
Jubiliana Featured By Owner May 20, 2014  Hobbyist Writer

Dobra, wiem, że komentowanie po kawałku opowiadania jest ujowe, ale…

*wdech, wydech*

Ahaha- Trzecia część na czternaście + prolog, pisane pewnie dawno, a ja się tu wtrącę. I och, pewnie spłonę. Ale muszę bo inaczej nastąpi u mnie blokada możliwości dalszego czytania, o ile tego z siebie nie wyrzucę.

Na początku to co dobre – styl, bo masz ładny, przejrzysty i przyjemny. Nie utrudnia czytania, części się pochłania i w ogólnym rozrachunku jest naprawdę dobrze. Intryga, bo ciekawa, interesująca i stawiająca dużo pytań. Ogólny zamysł, bo wierzę, że jest ciekawy z interesującymi wyjaśnieniami na zbieżności nazwisk czy „przypominam ci kogoś?”. Postać Rossa, bo jest rozwijana konsekwentnie co rozdział i ciekawie obserwuje się jego dylematy i kolejne poczynania.

I tutaj przystaniemy.

Bo Ross jest bardziej rozwinięty od krajów. Nie wiem czy wyszłaś z zasady – znamy te postacie, znamy ich relacje i to jest punkt wyjściowy, czy wyszło to przypadkiem. Jeśli to od niego wyszłaś – błąd. Każdy inaczej postrzega relacje i postacie, a tutaj nie mamy nic, co stwarza jego pozory. Akcja ruszyła z kopyta od razu i nie zwalnia, nie ma fragmentu, w którym COŚ by się nie działo. Każda część czymś się kończy. Ale gdzie przerwa na oddech?

Nie zrozum mnie źle, wiem, że akcja jest konieczna, szczególnie w fickach, które nie są jak książka i wolniejsze rozdziały nie przejdą. O co mi chodzi to o to, że w ogóle nie zbudowałaś napięcia, nie zbudowałaś poczucie bliższych relacji między krajami, które nagle niszczą tajemnicze eksperymenty.

O czym mówię? O Ukrainie, dajmy na to. Mnie Europa Wschodnia nie ziębi, ani nie grzeje. Gdyby było o jedną scenę więcej z nią. Rozmowa w szpitalu z rodziną? A tak umarła i „meh”. Rosja miał sen, sen był fajny, ale nadal nie zrobił z Ukrainą nic by było mi szkoda. Łotwa? Kolejny przykład. Można było wyjść od spotkania krajów gdzie dostaje mu się od kogoś (Rosji?) pokazać z czym się mierzy, dlaczego w ogóle woli stać się człowiekiem. A tutaj powiedział i tyle. Nic. Meh. Wystarczyły jeden-dwa fragmenty. Myślę, że za szybko wyskoczyłaś ze wszystkim. Trochę wolniejsze budowanie napięcia przed nagłym ciosem dobrze zrobi twoim przyszłym pracom, o ile jakieś planujesz D: Bo póki co nie czuję żadnej postaci, wszystkie dla mnie „są” i to najlepiej je opisuje. Nie widzę w nich niczego, co by je identyfikowało. Nie widzę w nich „twojego” Szwecji, Litwy i Rosji. Wszyscy są i czytają swoje kwestie z kartki, trochę płascy i trochę tacy…

Ich losy mnie nie interesują. Czy im się coś stanie czy nie – „meh”.

I nie piszę tego, bo jestem wredna, zazdrosna czy coś, tylko dlatego, że naprawdę złapał mnie pomysł, że naprawdę dobrze piszesz, że naprawdę chciałam przeczytać coś dobrego i… No zacięłam się. Przede mną jeszcze te 11 części, mam nadzieję, że ulega to zmianie, wierzę, że tak. I nie powiem ci, byś w kwestii problemu zerknęła na mnie, bo sama teraz zaczęłam się bać, że popełniam ten sam błąd… xD Ale dobrym przykładem może być Stypendium Narodowości Kohaku gdzie te 20-30 chapterów buduje postacie tak silnie, że gdy już coś na nich spada, przeżywamy te przygody wraz z nimi.

Pozdrawiam i odkurzam \o/

PS: Po namyśle stwierdzam, że chyba wzięłaś zbyt wiele postaci na zbyt mało części, ale to takie krótkie zauważanie. Zrobisz z tym co chcesz!

Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner May 20, 2014
Widzę, że tych kilka początkowych rozdziałów naprawdę dało Ci do myślenia, skoro wyprodukowałaś tak długi komentarz. Bardzo za to dziękuję, bo na pewno zajęło to dużo czasu, a Twoje uwagi są dla mnie bardzo cenne.

Choć tychże uwag jest sporo, nie mam niestety nic na swoją obronę. Tłumaczyć się głupio nie będę, bo jest tak, jak napisałaś - postawiłam na akcję, wykorzystałam dużo, zbyt dużo postaci, ograniczając tym samym relacje między nimi. Właściwie od początku zdawałam sobie sprawę, że spłaszczam w ten sposób charaktery i spłycam samą historię. Teraz żałuję, że bardziej się do tego nie przyłożyłam, bo zapewne skupienie się na bohaterach nadałoby głębi, o której wspominasz i z której braku zdaję sobie sprawę. Pewnie dlatego z takim trudem przychodzi mi ostatnio dalsze pisanie tego opowiadania czy też pisanie czegokolwiek - jak widzę, że popełniłam gdzieś błąd, mający ogromny wpływ na fabułę, bardzo trudno mi potem z niego wybrnąć.

Czy w kolejnych częściach to się zmienia? Chciałabym móc zapewnić, że tak - w ciągu dwóch lat męczenia tej historii  w moich pomysłach fabularnych i stylu mogło pozmieniać się to i owo, ale by uprzedzić ewentualny zawód, wolę napisać, że raczej nie. Głównie dlatego, że to wciąż opowiadanie skupione na akcji, choć myślę, że kilka "wolniejszych" rozdziałów zdarzyło mi się w nim popełnić. Mimo to nie będę natrętnie zachęcać do czytania, choć miło mi będzie, jeśli uda Ci się przebrnąć przez kolejne rozdziały i zechcesz je ocenić.

Cieszę się, że to wszystko napisałaś. Daje mi to sporo do myślenia i odkurza problem, o którym już trochę zapomniałam, a nad poprawieniem którego wciąż powinnam pracować. To taki pozytywny kop w tyłek, dziękuję za to. A za wszelkie czytelnicze niedogodności wypada mi przeprosić, co też czynię, kajając się i biczując.
Reply
:iconjubiliana:
Jubiliana Featured By Owner May 24, 2014  Hobbyist Writer
Przypuszczam, że zmotywował mnie potencjał, bo to opowiadanie ma go bardzo dużo, co zresztą widać po samych wydarzeniach w akcji, po prostu dzieją się niestety zbyt szybko.

Niestety znam ten ból. Pisanie zwłaszcza tasiemców to wyzwanie. Pilnowanie spójności akcji, postaci, reakcji przyczynowo skutkowych i unikania imperatywu opkowego. Łatwo się złapać na popełnionym błędzie (szczególnie to ostatnie jest najgorsze, bo ginąc w akcji, człowiek już nie wie, czy zachowanie postaci ma sens). Ale nie powinno to cię zniechęcać! Trzeba po prostu szlifować, doskonalić. Ja się odzywać nie powinnam, bo jak już coś napiszę to ledwo sięga dwóch stron, ale mimo wszystko na pewno idzie to zebrać w całość. 

Cóż, zobaczymy jak tylko skończę sesję i będę mogła wrócić do twojej pracy. Dwa lata to jednak długi okres warsztatu, więc wierzę, że będzie lepiej. Tym bardziej, że u ciebie tylko ta jedna wada mi się rzuciła. Reszta jest jak najbardziej w porządku, masz pomysł, ba, pomysły i ładny, przyjemny styl, więc nie jest to katorga. Od rozdrażnienie potencjałem, tak już mam, że mnie rzuca jak coś wybitnie mi się podoba. Więc możesz uznać przyczepienie się jak komplement.
Cholernie specyficzny, ale to ja \o/
Ocena oczywiście będzie, masz na to moje słowo mendy z herbatką, która nie ma życia i od czasu do czasu zerka na devianta <3

Zawsze do usług i do kopania, przepraszać nie trzeba, poprawić się i będzie dobrze, nie bić, tylko pracować i rozwijać i oby kolejne prace unikały już takich problemów, a z prawdziwą przyjemnością je przeczytam! 
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner May 25, 2014
Przyczepianie się zawsze uważam za komplement, bo jak ktoś się czepia, to znaczy, że czytał wnikliwie, a to dla mnie ważne. Dlatego bardzo za to dziękuję. Pracować nad sobą i nad tekstami będę, jak tylko sama uporam się z sesją, magistrami i innymi tego typu bzdetami. Powodzenia na egzaminach!
Reply
:iconender277:
Ender277 Featured By Owner Mar 22, 2013  Hobbyist Writer
Joneees :D ja poproszę ciasteczko KALININGRADZKIE, 40%, nie gubię się ;D
Reply
:iconyaarie:
Yaarie Featured By Owner Dec 24, 2012  Hobbyist Traditional Artist
Kurde... Wiem, że późno to czytam i komentuję, nim ta część wyszła. Ale tak się zbierałam i się zebrać nie mogłam.
A TU - JEBUT!
TAKIE ZAJEBIASZCZE OPOWIADANIA AŻ MIŁO SIĘ CZYTA!
Trzymasz czytelników ciągle w niepięciu, ciągle.
Świetnie piszesz *nosebleed*
Zastanawiam się, jak wkręcili Fredzia ;-;
I co z Gilbertem i Lizą ;-;.
Idę czytać dalej ~
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Dec 24, 2012
Rozumiem, że długo się zbierałaś, wieloczęściowe opowiadania na ogół odstraszają swoją długością. Ale bardzo się cieszę, że sięgnęłaś po to opowiadanie i że Ci się podoba:aww: Dziękuję za tak pochlebny komentarz!
Reply
:iconsomeonelikebro:
SomeoneLikeBro Featured By Owner Dec 1, 2012  Student General Artist
Canada?
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Dec 1, 2012
Maybe :giggle:
Reply
:iconetienditerlizzi:
EtienDiterlizzi Featured By Owner Aug 1, 2012
Choroba Ukrainy? Czarnobyl mi się kojarzy jakoś O.o Założę się, że Alfred naprawdę nie wiedział o tym wszystkim, tylko nim zmanipulowali. A co do tej pani z konferencji, to pewnie modelka, która miała się ślicznie wysłowić dla męskiej publiczności xD A konferencja mi się podobała, słowa Francisa, że Vash chciał przemycić broń... Bezcenne xD
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Aug 1, 2012
Uf, dobrze, że fragment z Vashem bawi, bo trochę bałam się, czy takie elementy komediowe pasują do historii i czy w ogóle sprawdzam się w pisaniu takich tekstów. Miło wiedzieć, że się podoba:D
Reply
:iconamy489:
Amy489 Featured By Owner Jul 12, 2012  Hobbyist
.... Zatkało mnie... I dlaczego Łotwa chce coś takiego zrobić! T.T
Reply
:iconpseud-world:
Pseud-world Featured By Owner Jun 29, 2012
Świetne, nie wiem czemu nie przeczytałam wcześniej ^^" Akcja się rozwija, a ja biorę się za rozdział IV :D
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 29, 2012
Mam nadzieję, że dalej też będzie się podobać:)
Reply
:iconkalterijate:
Kalterijate Featured By Owner Jun 25, 2012  Hobbyist Writer
Nie rozpłaczę się... nie... będę dzielna...
To jest cudne, wiesz...?

Ale ja to przeżywam... ale ja się w to wczuwam...
Więcej... *pisk* Aahahahaa, to jest super~ :iconnosebleedingplz:
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 26, 2012
Nie płacz, proszę!:noes:

Będzie więcej... wkrótce:D
Reply
:iconanishilla:
anishilla Featured By Owner Jun 26, 2012
wkrótce to brzmi tak jak odpowiadasz rodzicom, którzy karzą ci iść wynieść śmieci, a ty odpowiadasz zaraz, albo chwila, bo robisz BARDZO WAŻNĄ RZECZ przy kompie xp

lubię Twój styl i chyba dlatego czasem mi się zdarza zajrzeć do Twoich hetaliowych ff, bo sama seria jako taka mi się trochę prawdę powiedziawszy przejadła. napisz coś nie hetaliowego, chętnie poczytam, bo inaczej mogę z Twoją pisaniną długo nie poromansować xp
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 26, 2012
Ja rodzicom odpowiadam 'Już!' i dalej robię bardzo ważne rzeczy na kompie xD

Miło mi, że jeszcze do mnie zaglądasz:D Coś niehetaliowego? Zarzuć tematem albo fandomem, a nuż zbiorę się w sobie i napiszę coś innnego:D
Reply
:iconanishilla:
anishilla Featured By Owner Jun 27, 2012
właśnie o to mi chodziło, ale sama się w swojej wypowiedzi zapętliłam. i Ty tu nie mydl oczu, tylko dawaj dalej!
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 27, 2012
Właśnie piszę kolejny rozdział, ale opornie idzie, bo w pracy jestem i na służbowym komputerze średnio mi się pracuje:XD:
Reply
:iconkalterijate:
Kalterijate Featured By Owner Jun 26, 2012  Hobbyist Writer
*ociera łezki*

:dummy:
Reply
:icontayuya000:
Tayuya000 Featured By Owner Jun 25, 2012
Dosiadłam do tego i przeczytałam wszystkie rozdziały. Moja pierwsza reakcja : "Błagam, niech Felek przeżyje". Serio, błagam. No i małe pytanko, na początku był jakiś krótki wątek z Norwegią, co z nim? Męczysz moje ulubione postacie, wiesz T.T Za to mogę być chamska, ale mam głęboko w poważaniu śmierć Ukrainy, bardziej się o pana Szwedka martwię T.T Co te chamy chcą mu zrobić ? Ale Łotwa zachował się dość zrozumiale, według mnie. Choć jest trochę naiwny. Ciekawe po co zadzwonił do tych chamów. A sprawa Ameryki ? To nie on. Ani mu nie wyprali mózgu, ani nie oszalał. "Nazywa się pan dokładnie tak, jak…" to cytat z 1 rozdziału na temat pana dyrektora i sądzę że to ma duże znaczenie w tej sprawie. Ale to tylko głupie gdybanie jakby co. Mam nadzieję, że w następnym się coś wyjaśni. Pozdrawiam.
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 25, 2012
Do wątku norweskiego powrócę niebawem, być może w kolejnym rodziale (jak w końcu do niego przysiądę). Łobuz ze mnie, lubię męczyć bohaterów:evillaugh:
Jesteś jedną z nielicznych osób, które starają się zrozumieć nieszczęsnego Łotwę i pierwszą, która zauważyła związek między tą drobną wzmianką z pierwszego rozdziału, a sprawą Ameryki. Brawo!:D
Dziękuję serdecznie za ten komentarz, fava i watcha. Kolejną część postaram się dodać jak najszybciej:)
Reply
:icontayuya000:
Tayuya000 Featured By Owner Jun 25, 2012
Dziękuję, lubię zwracać uwagę na szczegóły. ^^
Czekam z niecierpliwością na nexta.
Reply
:icontayuya000:
Tayuya000 Featured By Owner Jun 26, 2012
A co do Norwegii. Proszę, nie męcz go za bardzo, to moja ukochana postać. Byłoby mi miło gdyby nie cierpiał za długo TT.TT
Dlaczego on, a nie ten durny Anko >.<
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 26, 2012
*włącza się tryb przekory* Teraz to dopiero go pomęczę:evillaugh:
Zobaczymy, co mi wyjdzie w praniu:D
Anko? To jakieś fandomowe imię Danii, bo się nie orientuję^^;
Reply
:icontayuya000:
Tayuya000 Featured By Owner Jun 27, 2012
Ty chory człowieku -.- Ja tu tak ładnie proszę, a ty co ? T.T
Norek nazywa Danie Anko (starszy brat i to jest chyba też nazwa jakiegoś dania z czerwonej fasoli? O.o tak gdzieś na necie przeczytałam i nie wiem czy to prawda) a według mnie to fajnie brzmi więc też tak mówię. Pamiętasz chyba pasek jak Dania się cwaniakował że jest najstarszy z nordyków i że oni od początku byli jak bracia ? To się chyba od tego wzięło.
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 27, 2012
Aaa, dobrze, że wyjaśniłaś. Nie spotkałam się wcześniej z takim określeniem, ale rzeczywiście, fajnie brzmi i nawet pasuje do Wielkiego Brata Danii:XD:
Reply
:icontayuya000:
Tayuya000 Featured By Owner Jun 28, 2012
W Hetalia Fantasia 2 można to zauważyć. Poza tym (nie wiem czy oglądasz anime czy tylko czytasz) w podejrzę 27 World series jak Norek krytykuje że Dania jest za głośno używa słowa "Anko", ale nie wiem dlaczego tłumacze piszą "sprzedawca". Jak chcesz to sobie sprawdź. Tylko trzeba się dobrze przysłuchać.
Reply
(1 Reply)
:iconstar1012:
Star1012 Featured By Owner Jun 25, 2012
Bardzo ciekawa historia . Mamy tu wszystko co powinno być w dobrym thrillerze. Dziwny spisek wskutek któregoś żaden z bohaterów nie może być bezpieczny, tajemniczą organizacje która zdaje się stać za wszystkimi wydarzeniami , równie tajemniczą chorobę która dodatkowo komplikuje sytuacje . No i przede wszystkim mamy już lekko skołowanego czytelnika który pomału zaczyna się w tym wszystkim gubić ;). Gratuluje fajnego pomysłu i niesamowitego daru kierowania akcją . Czekam na ciąg dalszy .
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 25, 2012
Trochę się zmartwiłam, jak przeczytałam, że czytelnik może być już nieźle skołowany (gorzej, mnie samej zdarza się gubić w tym, co piszę:XD:). Mam nadzieję, że mimo to jeszcze da się nadążyć za fabułą. Cieszę się, że mimo wszystko całość się podoba i dziękuję z całego serca za fava:)
Reply
:iconstar1012:
Star1012 Featured By Owner Jun 25, 2012
Tak da się nadążyć :) Miałam na myśli to że nie wiadomo co zaraz na kogoś wyskoczy za zakrętu . To sprawia że twoje opowiadanie jest nie przewidywalne. Nie da się tu powiedzieć jedno znacznie kto zaraz okaże się chory a kto zostanie następnym "obiektem" do wynarodowienia.
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 25, 2012
Taka opinia wielce mi schlebia:XD:
Reply
:iconkagashek:
kagashek Featured By Owner Jun 25, 2012
...dobra, jak siadłam, to w parę minut przeczytałam wszystkie rozdziały i na prawdę bardzo mi się podoba zarówno pomysł na fica jak i styl, w którym piszesz. Nie będę się rozpisywać, ot powiem tylko, że nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów C: życzę dużo weny i czasu na spisywanie pomysłów.
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 25, 2012
Jest mi niezmiernie miło, że tak uważasz. Będę starać się pisać kolejne części jak najszybciej, dziękuję za komentarz i za fava - od razu czuję się zmotywowana:D
Reply
:iconkagashek:
kagashek Featured By Owner Jun 25, 2012
C: więc czekam!
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner Jun 24, 2012
Dobra, więc... Zacznijmy od tego, że czytając te wszystkie rozdziały na ustach wciąż miałam 'o ja pierdolę'. Generalnie, to niby nie czytam takich ff, ale ten styl i ogólny pomysł. Jednym słowem: wow. Serio, nie mogę się doczekać, następnych części, a te wszystkie nowe wątki... Jeszcze się chyba do końca nie zgubiłam, ale znając życie pewnie pokręciłam już połowę >,<
Pisz dalej, zazdroszczę takiego stylu~
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 24, 2012
Nawet nie wiesz, jak Twój komentarz mnie podbudował:D Niezwykle miło jest przeczytać takie słowa, człowiek od razu czuje motywacyjnego kopa! Dziękuję za to i za watcha!:glomp:
Reply
:icondzikakunawagrescie:
DzikaKunaWAgrescie Featured By Owner Jun 23, 2012
Biedna Ukrainka, jeśli nie robisz z niej schizofremicztki, to ją uśmiercasz, to smutne...
Okej, o ile to pierwsze zdanie było powiedziane z przymróżeniem oka, to teraz całkiem na serio: Świetnie wychodzą Ci relacje między słowiańskim rodzeństwem. Kanoniczna Białoruś jest mi obojętna, a za Rosją nawet nie przepadam. Jednak, w twoim wykonaniu patrzę na nich przychylniej. Są tacy... wiargodni. Po prostu, ludzie załamani po śmierci siostry. A nie jakieś psychopatyczne świry, to się chwali. Ogólnie, cały wątek ze śmiercią Ukrainy jest świetny. Ja narazie mój ulubiony, o.
Dalej, tak bardziej ogólnie: Fabuła mi się podoba. Znaczy, to ciekawy pomysł. Patrząc jak świetnie poprowadziłaś akcję w Dzielnicach, czuję że ten fic też będzie stał na takim poziomie. A może nawet wyższym, ha!
I podoba mi się ten mindfuck rzucony Alfredowi 8D
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 23, 2012
Masz rację, Ukraina w moich opowiadaniach jest dość biedną postacią. Myślę jednak, że to na niej opiera się cała relacja słowiańskiego rodzeństwa i lubię stawiać bohaterów w sytuacji, w której taki filar rodziny znika. Również nie lubię kanonicznych stosunków, jakie łączą te kraje. Jak dla mnie jest to zaprzeczenie przywiązania do korzeni i rodziny, tak typowego dla słowiańskich narodów.
Dziękuję za tę całą pokładaną we mnie wiarę. Mam nadzieję, że uda mi się sprostać oczekiwaniom:meow:
Reply
:icontoruvielastendet:
ToruvielAstendet Featured By Owner Jun 23, 2012
Uuuuaaa... Szczerze mówiąc to opowiadanie jest niesamowite. We wszystkim się orientuję, ale w diabły nie mam pomysłu co może być dalej. W każdym bądź razie, jako zwolenniczka happy endów liczę na to, że na koniec i tak wszyscy sobie ożyją i będą się pięknie razem cieszyć, a potem i tak się pokłócą, czy co tam.

Nie no, śmierci bohaterów wprowadzają napięcie i łezka mi się w oku zakręciła, jak Iwan wpadł na konferencję. No i Polska...

Czekam na ciąg dalszy :)
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 23, 2012
Moje ego właśnie rąbnęło o sufit:XD:
Szczerze mówiąc, również wolę happy endy, ale ta historia jest trochę zbyt mroczna, by wszystko skończyło się dobrze. Nie chcę też popaść w cukierkowość, ale z drugiej strony bardzo nie lubię uśmiercać postaci, za bardzo jestem do nich przywiązana:D

Dziękuję z całego serca za te słowa!:glomp:
Reply
:iconamateratzuchan2:
AmateratzuChan2 Featured By Owner Jun 22, 2012  Hobbyist General Artist
ŁOŁ. Oo
Po pierwsze: Biedny Berwald. Uwielbiam czytać fanfiki, które budzą we mnie sympatię do postaci, na które wcześniej nie zwracałam większej uwagi. Pokazałaś Berwalda w bardzo fajny sposób i naprawdę wzbudził moje współczucie.
Po drugie: Biedna Rosyjka. Iwana też raczej nie lubię, ale u Ciebie jest taki... ludzki. Nie jak psychopata, po prostu zwykły facet, który stracił siostrę i strasznie z tego powodu cierpi. Ten sen też świetnie opisany, bardzo plastycznie. Tu się nasuwa po trzecie: Moja Ukrainka! :C
Po czwarte: Raivis, ty egoistyczna szmato. :|
Po piąte: Biedny Fredzio! :C To wytłumaczenie jest zbyt kretyńskie, żeby kłamał. On jest zbyt wielkim kretynem, żeby kłamać. Zrobili mu pranie mózgu, a teraz wszyscy będą przeciwko niemu... Boże, moje serce. :C
Czekam z niecierpliwością na więcej. Planujesz zabić jakąś większą ilość postaci?
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 23, 2012
Cieszy mnie, że tak dobrze odebrałaś ten rozdział, bo bałam się, czy nie napchałam do niego za dużo postaci^^; A Raivis po raz kolejny dostaje po łbie w komentarzu, wszyscy jesteście dla niego tacy srodzy, aż mi go żal. Trochę:XD:
Pytanie o zabijanie postaci mnie rozwaliło:rofl: Poczułam się jak seryjny morderca:XD: Ciężko mi odpowiedzieć. Nie chciałabym, by opowiadanie było za suche, pozbawione dramatu, ale jednocześnie boję się uśmiercać bohaterów. Ile osób i kto jeszcze zginie - wyjdzie w trakcie pisania (a zginie jeszcze przynajmniej jedna postać, tyle mogę zdradzić):D
Dziękuję za obszerny komentarz i za fava!:hug:
Reply
:iconamateratzuchan2:
AmateratzuChan2 Featured By Owner Jun 24, 2012  Hobbyist General Artist
Zasłużył to dostaje. :XD:
A pytanie o zabijanie... Tak mnie jakoś tknęło, bo akcja się rysuje bardzo dramatycznie i nie wiem, czy mam kupować chusteczki w razie śmierci moich ulubionych postaci. :D Nie będę pytać o nich konkretnie, to mi zepsuje fun. Rozumiem, zaczekam, obaczy się.
Proszę, nie ma za co. :hug:
Reply
:iconfanrubygloom:
FanRubyGloom Featured By Owner Jun 21, 2012  Hobbyist Artist
To jest średnie, wg Ciebie.
Średnie, kurde?! Toż to jest geniusz w czystej postaci!

Rozmowa na początku nasuwa mi na myśl pewnego niezbyt miłego, niemieckiego doktorka...
Zastanawia mnie, co zrobią Berwaldowi. I nie spodziewam się niczego dobrego. Anyway, to, jak chce chronić swoją rodzinę jest takie, że chyba się coś we mnie roztopiło...
Postawa Łotwy jest dziwna. Chociaż, w sumie... może trochę zrozumiała? W sumie, ciekawe, co ja sama bym zrobiła, gdybym była w takiej sytuacji..

No i śmierć Ukrainki! D: Bardzo to przeżyłam, uwielbiam ją, a scena, w której Rosja się o tym dowiaduje wciska w fotel. Już o tym śnie nie wspomnę. Widziałam to oczami wyobraźni i mam schizę. :XD:

A Ameryka jest jeszcze większym idiotą, niż zwykle. No, chyba, że go wrobili. Robi się coraz ciekawiej, kontynuuj, bo usycham! D:
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 21, 2012
Bo jak przeczytałam Twoje, to takie odniosłam wrażenie:XD:

Co do Berwalda, Łotwy, Rosji i pozostałych powiem krótko: będzie buba:XD: A przynajmniej mam zamiar trochę ich wymęczyć:plotting: Boję się tylko, że próbując upchnąć jak najwięcej postaci i ich wątków pogubię się w całym opowiadaniu. Niby wszystko mam rozpisane na miliardzie karteczek, ale próba opanowania tylu bohaterów to naprawdę jest wyzwanie. A ja tu jeszcze chciałam pairingi upchnąć!

Kontynuacja powinna być niebawem (jak do niej zasiądę^^;). Dziękuję Ci za jak zwykle obszerny i budujący komentarz:tighthug:
Reply
:iconfanrubygloom:
FanRubyGloom Featured By Owner Jun 21, 2012  Hobbyist Artist
Jeśli chodzi o pairingi, można liczyć na większą ilość SuFina? >:3 chociaż to na początku z Berwaldem rozmiękczyło mnie przed biurkiem... No i teraz się o niego dwukrotnie bardziej martwię! D:

Nie ma sprawy :hug:
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Jun 21, 2012
No właśnie, SuFin należy do tych pairingów, które przewiduję w tym opowiadaniu, ale nie mam pojęcia, jak i gdzie go wepchnąć. Na razie tylko zasygnalizowałam, że coś mam w planach:XD:
Reply
:iconfanrubygloom:
FanRubyGloom Featured By Owner Jun 21, 2012  Hobbyist Artist
No cóż, ale zawsze mogę miec nadzieję, że będzie >:3

Trzeci part 'destiny' ma już trzy strony :D
Reply
Add a Comment: