Shop More Submit  Join Login
×

:iconanatheila: More from anatheila


Featured in Collections

Hehehetalia by 17patixyzz17

Hetalia by RelataRefero

Hetalia by 5Husky5


More from deviantART



Details

Submitted on
October 1, 2012
File Size
10.0 KB
Submitted with
Sta.sh
Link
Thumb

Stats

Views
1,567 (1 today)
Favourites
45 (who?)
Comments
22
×
Uciekający przed ulewą młody mężczyzna wpadł do ciepłego wnętrza restauracji i przeczesał palcami włosy, strząsając z nich krople wody. Zauważył kręcącego się w głębi lokalu kelnera i pomachał mu.
- Ej, Francis! – zawołał, nie zwracając uwagi na karcące spojrzenia nielicznych o tej porze klientów restauracji. Sam rozsiadł się przy wolnym stoliku tuż przy panoramicznym oknie, rozpinając skórzaną kurtkę. – Daj mi piwa, tylko szybko! Zmachałem się, wiejąc przed tym deszczem.
Kelner uśmiechnął się przepraszająco do poruszonych gości, a ociekającemu wodą mężczyźnie posłał groźne spojrzenie. Tamten tylko uśmiechnął się szeroko i machnął ręką, dając do zrozumienia, że łaskawie poczeka.
Niedługo potem zroszony od zimnego piwa kufel stuknął o blat przed hałaśliwym gościem.
- No nareszcie! – rzucił tylko, nim przyssał się do napoju. Oderwał się od niego, gdy na dnie kufla pozostało jedynie wspomnienie o piwie, i wytarł usta wierzchem dłoni. – Tego mi było trzeba.
- Podać ci jeszcze jedno, Gilbert? – zapytał kelner, unosząc jedynie brew na popis przyjaciela.
- Nie, dzięki. Zaraz muszę lecieć.
- Dawno cię tu nie było. Wpadłeś po skuter?
Gilbert na chwilę sposępniał. Zaplótł dłonie na stole i wbił w nie spojrzenie.
- Taa… - odpowiedział w końcu. – Ale w taką ulewę sam rozumiesz, nie warto.
Francis sięgnął po pusty kufel.
- Jego rodzina może chcieć go sprzedać – powiedział. – Nie powinieneś kazać im czekać, skoro sam się zgłosiłeś, że im go dostarczysz.
- Nie musisz mi mówić. Tylko to wszystko jest jakieś takie…
- Wiem, Gilbert. Mnie również jest ciężko.
Francis odwrócił się, chcąc odejść, gdy naraz Gilbert zapytał, siląc się na wesoły ton.
- A co poza tym słychać? Jak ten twój brytyjski kolega, zaczęło wam się w końcu układać?
Francis przystanął, zaciskając palce na uchu kufla.
- Już tu nie pracuje – odpowiedział, nawet się nie odwracając, i odszedł, by zniknąć w kuchni.
Gilbert spochmurniał. Zdecydowanie zbyt długo nie widział się z przyjacielem. Ale od tamtych wydarzeń nie potrafili ze sobą rozmawiać. Każdy z nich radził sobie z nimi na swój sposób.
Przeniósł spojrzenie na ulicę za oknem. Strugi wody spływały po szybie, przez co świat za nimi był rozmazany, a nieliczne przemykające w deszczu sylwetki ludzkie przypominały ciemne zjawy.
Jedna z nich tkwiła w miejscu, z lekko uniesioną głową wpatrzona w szyld restauracji. Woda rozmywała twarz, sklejała włosy i moczyła ubranie, ale stojący w deszczu mężczyzna zdawał się nie zwracać na to uwagi.
Gilbert zmarszczył brwi. Znał tego człowieka. Przysunął twarz do szyby, niemal rozpłaszczając na niej nos, spróbował przyjrzeć się uważniej stojącej po drugiej stronie postaci.
Wtedy ich oczy się spotkały. Przez krótką chwilę, nim tamten odwrócił twarz, Gilbertowi zdawało się, że płakał.
Choć pewnie był to tylko deszcz.
- Ty tęsknisz za nim najbardziej, prawda? - mruknął Gilbert, odsuwając się od okna.
Mężczyzna po drugiej stronie pospiesznie odszedł, znikając w strugach wody.

- Francis, to tylko moje wrażenie, czy ostatnio chodzisz przybity?
Francuz spojrzał w oczy siedzącego naprzeciw niego Antonia i westchnął lekko. Naprawdę musiało być z nim nie najlepiej, skoro nawet niezbyt lotny w tych sprawach Hiszpan wyczuł jego kiepski nastrój.
- Niech zgadnę – odezwał się Gilbert, który razem z nimi przesiadywał przy stoliku w restauracji Francisa. Wskazał na niewysokiego mężczyznę o marsowej minie, który właśnie zniknął na zapleczu po skończonej pracy. – Chodzi o niego, tak?
Rolety w oknach były już opuszczone, a dorabiający po godzinach student postawił krzesła na blatach stołów, by zetrzeć podłogę. Poza nim i trzema przyjaciółmi w restauracji nie było nikogo.
Francis zignorował zaczepkę Gilberta, ten jednak drążył dalej.
- Pewnie znowu wpuściłeś go do kuchni i ludzie się potruli – mówił, zawzięcie stukając w klawisze swojego telefonu. – Pamiętam, jak raz ciebie nie było i on poczęstował mnie swoim „specjałem". Jezu, to był koszmarny wieczór…
- Zawoziłem cię wtedy do domu – odezwał się Antonio, uśmiechając się krzywo. – Zrzygałeś mi się na plecy, a potem omal nie zleciałeś ze skutera…
Gilbert puścił tę uwagę mimo uszu, wciąż nie rezygnując z tematu.
- Widzę po twojej minie, że trafiłem – zwrócił się do Francisa. – Ten angol struł ci klientów i teraz masz na głowie kłopoty…
- Doskonale wiesz, że nigdy nie wpuszczam go do kuchni – przerwał mu rozdrażniony Francuz. – Nie o to chodzi.
- A o co?
Francis rozejrzał się po sali, by upewnić się, że jest pusta, i odetchnął głęboko.
- Sypiamy ze sobą – powiedział w końcu.
- Co?
Na chwilę zapadła cisza. Francis wykorzystał ten czas, by dopić resztkę wina ze swojego kieliszka.
- Ale on jest kilka lat od ciebie młodszy - odezwał się Antonio. – I mówiłeś, że kogoś ma, prawda?
- Taa, takiego rozwrzeszczanego maturzystę, o ile dobrze pamiętam – dodał Gilbert. – Przyprowadził go tu kiedyś, jak akurat byłem na piwie.
- Obaj są już na studiach, ale chyba na różnych uniwersytetach. Arthur mówił, że nie najlepiej im się teraz układa  – powiedział Francis, sięgając po papierosa. W jego restauracji nie wolno było palić, ale miał to gdzieś. Był przecież cholernym współwłaścicielem. – On go wciąż kocha.
Dym z papierosa uniósł się cienkim pasemkiem do góry i rozlał się szeroko po suficie.
- A co z tobą? – zapytał Antonio.
- Ze mną? – Francis uśmiechnął się krzywo. – Ja się świetnie przy tym bawię.
- Właśnie widać.
- Dlatego uważam, że wiązanie się ze smarkaczami nie ma sensu! – rzucił Gilbert. – Są nieodpowiedzialni, nie myślą racjonalnie i nie liczą się z nikim, poza samymi sobą.
- Tak jak ty, Gil – mruknął Francis. – Nic dziwnego, że jesteś sam.
Spojrzał na Antonia, szukając u niego poparcia, ale Hiszpan zdawał się być głęboko zamyślony. Nie zwracając na nic uwagi obracał w palcach kieliszek, by po chwili zdecydowanym ruchem odstawić go na blat. Wstał.
- A ty dokąd? – zapytał Gilbert, wciąż zły za uszczypliwe uwagi Francisa.
- Mam coś jeszcze do załatwienia – Antonio uśmiechnął się przepraszająco. Francis nie spuszczał z niego uważnego spojrzenia.
- Ostatnio często rezygnujesz ze wspólnych wypadów – zapytał, gdy Hiszpan sięgał już do klamki. – Coś przed nami ukrywasz?
- Nie, skądże – odpowiedział po króciutkiej chwili wahania. Chwili, która nie umknęła uwadze Francisa. – Na razie, chłopaki.
Gdy wyszedł pustawą o tej porze ulicę, odetchnął głęboko zimnym wieczornym powietrzem. Zapiął kurtkę i wsunął dłonie do kieszeni, po czym ruszył niespiesznie w stronę domu.
- Długo mam tak na ciebie czekać? – usłyszał zza rogu budynku. Uśmiechnął się lekko i skręcił, stając przed skrytym w cieniu młodym chłopakiem.
Nie wyglądał na więcej niż 18 lat. Musiał stać tu już dłuższy czas oparty o mur, bo chłodne powietrze zaczerwieniło mu policzki. Jego gniewna mina i skrzyżowane na piersi ręce rozbawiły Antonia do reszty. Wybuchnął śmiechem.
- Co cię tak bawi? – warknął chłopak. Gdy Hiszpan wciąż zaśmiewał się do łez, wściekłym ruchem oderwał się od ściany i ruszył przed siebie. – Idiota!
Antonio wyciągnął rękę i chwytając go za ramię, przyciągnął do siebie. Ujął w dłonie jego twarz i spojrzał w pełne złości oczy.
- Cieszę się, że cię widzę, Romano – powiedział. A potem go pocałował.
Tytuł inspirowany kawałkiem Briana Craina: [link]
A dokument w Wordzie nazwałam "spamano fail", więc to wiele mówi:iconotlplz:

To właściwie wstęp do nieco dłuższego AU (czy może raczej króciutkiej serii), ale chwilowo nie będę mogła pisać dalej. Powód? Jestem bezdomna - moja własna uczelnia mnie, brzydko mówiąc, wyruchała i nie przyznała mi akademika, o czym dowiedziałam się wczoraj. Na dzień przed rozpoczęciem roku akademickiego. Dziękuję paniom z dziekanatu!
Jako że będę się teraz tułać i żyć na walizkach przez bliżej nieokreślony czas, postanowiłam wrzucić to, co mam (mam jeszcze pół rozdziału 'United', ale to może zaczekać).

Depresja wciąż trwa. I jestem okropną królową melodramatu, zdaję sobie z tego sprawę.

Następny rozdział: [link]
Add a Comment:
 
:iconkatechi:
Katechi Featured By Owner Nov 25, 2012  Hobbyist General Artist
...to się nie dzieje- *rozjeb*
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Nov 25, 2012
Hahahaha, wszędzie ja! xD
Reply
:iconawesomesecret:
awesomesecret Featured By Owner Nov 15, 2012
Bardzo mi się podoba.
I tek koniec *___*
Naprawdę świetne.
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Nov 15, 2012
Bardzo się z tego powodu cieszę i mam nadzieję, że kolejne części również wywarły takie wrażenie:aww: Dziękuję pięknie za komentarz!:glomp:
Reply
:iconyaarie:
Yaarie Featured By Owner Oct 9, 2012  Hobbyist Traditional Artist
Mrr. Kolejne, wspaniałe SpaMano. Jest ideanalne <3
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Oct 9, 2012
Miło mi, że tak uważasz:D Właśnie kończę kolejną część, mam więc nadzieję, że ona również będzie się podobać:)
Reply
:iconkaszalol123:
kaszaLol123 Featured By Owner Oct 5, 2012
Ojeku chyba się roztapiam O.o To jest po prostu wspaniałe!
Mam nadzieje że jednak nie jest aż tak źle i ciąg dalszy pojawi się niedługo bo nie wytrzymam :)
Zapowiada się wspaniała seria. Mam nadzieje że ten rozwrzeszczony maturzysta to ameryka :* (Jam jest usuk fan!) Końcowa scena wspaniała! :)
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Oct 6, 2012
Bardzo mi miło, że tak myślisz - dzięki twojemu komentarzowi dostałam lekkiego motywacyjnego kopa. Dziękuję!:hug:
I tak, dobrze myślisz, rozwrzeszczanym maturzystą jest Alfred:D
Cieszę się!
Reply
:iconimalive523:
imalive523 Featured By Owner Oct 4, 2012
Aww, marudzisz, kobieto, marudzisz~. Mnie się bardzo podobało. Ostatnia scena ze Spamano jest po prostu rozczulająca do granic~. <3
Reply
:iconanatheila:
anatheila Featured By Owner Oct 6, 2012
Bo ja ostatnio mam wieczną chandrę, dlatego marudzę. W przyszłości postaram się trochę mniej^^;
Dziękuję!
Reply
Add a Comment: